animals

Refleksje

Sezon na porzucanie rozpoczęty!

28.05.2014 r. Nadchodzi czas urlopów. Czy wiecie już dokąd się wybieracie i czy w planach umieściliście swoje zwierzęta? Jeśli z wami nie mogą pojechac bo macie zamiar spędzić czas zwiedzając, pomyślcie za wczasu o opiece nad nimi. W pierwszej kolejności pytamy zaprzyjaźnionych sąsiadów – warto z sąsiadami żyć cały rok w zgodzie, ponieważ przez nieporozumienia świat może nam się zawalić przed urlopem – pogmatwać. Następnie prosimy znajomych, rodzinę, a na końcu dzwonimy do hoteli dla zwierząt domowych. Robimy to oczywiście w dowolnej kolejności. Znam przypadki gdzie sąsiedzi wyprowadzają psa wypoczywających sąsiadów, kilka razy dziennie, a on w samotności, w swoim mieszkaniu zachowuje ciszę. Niekiedy nasz pupil nie znosi sam być w domu i wtedy trzeba znaleźć mu dom zastępczy. Też znam takie przypadki i nikt nie robi z tego problemu. Musimy pamiętać, że jeśli my prosimy o pomoc, czasem będziemy musieli odwzajemnić się tym samym. Oczywiście jeśli mamy złe relacje ze wszystkimi lub nie mamy rodziny, albo znajomych – pozostają hoteliki dla zwierząt. Trzeba za wczasu pomyśleć o zarezerwowaniu miejsca, ponieważ przed samym wyjazdem może być za późno.

Nie wolno nam ani przez chwilę pomyśleć o porzuceniu zwierzaka. Należy znaleźć dobre rozwiązanie dla przyjaciela naszej rodziny i nas samych.

Po dobrze spędzonym urlopie wrócimy do czekającego, stęsknionego naszego widoku i zapachu, przyjaciela. To od zwierzaków uczymy się wierności, przyjaźni, cierpliwości.

Bądźcie dumni z rozsądnych rozwiązań, które nie krzywdzą zwierząt, nie łamią serc naszych dzieci przywiązanych do czworonożnych przyjaciół.

Wzajemnego wypoczynku!

*

Nie mów – wolę pomagać, mów – pomagam!

25.12.2012 r. Gdyby nasi pradziadowie kilka tysięcy lat temu nie oswoili kotów i psów, dzisiaj żyłyby sobie szczęśliwe w lasach. Przez wiele, wiele lat ulepszania, upiększania natury powstała ogromna ilość ras psów i kotów. Możemy wybierać, wybrzydzać. Osoby zainteresowane małym kociakiem proszą o zdjęcia jego matki, jednak po obejrzeniu nie wykazują już zainteresowania maluchem. Zdjęcia mamusi kociaka są prawdziwe, ale prawdopodobnie nie wzbudza zainteresowania jej dzieckiem , ponieważ nie jest szlachetna. Jako wolontariuszka pomocy zwierzętom słyszę od osób, że wolą pomagać dzieciom, ludziom. Odpowiadam – proszę bardzo pomagać, a nie gadać. Kiedyś młodzi mężczyźni, popijający piwo pod blokiem zapytali mnie, gdy wieczorem dokarmiałam bezdomne koty, po co pani to robi, szczurów i mysz jest pod dostatkiem, ja wolałbym pomagać ludziom, nawet menelom. Gryzoni, owszem jest pełno, ale nie w miejscu bytowania kotów. Myszy i szczury nie zakładają gniazd dla swojego potomstwa w sąsiedztwie kotów, a menelom nie pomagam bo oni na własne życzenie (w większości) nie chcą niczego zmieniać. Pomagając zwierzętom mam kontakt z ludźmi pijącymi (pijakami) i rozmowy z nimi nic nie dają. Im wszystko się należy, a co znajdą i sprzedadzą na złom, przeznaczają na alkohol. Ich zwierzęta dostają to co spadnie ze stołu, ewentualnie makaron zalany rosołem i kości pozbawione mięsa. Opiekuję się sunią u nadużywających alkohol i wiem, że nie sztuka odebrać im psa, sztuką jest znaleźć jej dobry dom. Dopilnowałam oddania jej dwoje szczeniąt w dobre ręce, dopilnuję jej sterylizacji (za pieniądze właściciela). Co niektórzy uważają, że pomagam pijakom, ale ja dokarmiam Kropkę. Właściciel jej nie krzywdzi, nie bije. Gdybym wiedziała, że chętnych zaopiekować się Kropką jest wielu, na pewno sunia miałaby już dobry, nowy Dom.

Sprzątamy po psach.

Obrażają rysunki przedstawiające symbole narodowe wetknięte w psie kupy, ale kogo obrażają psie odchody leżące na ziemi naszej ukochanej ojczyzny? Gdybyśmy kochali swój kraj tak jak epatujemy swój patriotyzm, to ten kawał ziemi, na której leży Polska byłby czysty, wypielęgnowany. Co patriota powinien robić w czasie pokoju, właśnie dbać o estetykę kraju, cenić spokój i pokazywać światu uwielbienie do własnej ziemi.

Nie wiem czy wszyscy zdają sobie sprawę, że bogactwo trawników my wszyscy wnosimy do swoich domów na butach, psich łapach, a w nim pasożyty – glisty, tasiemce itp.

Nie dość, że śmierdzi to jeszcze zagraża.

Na chodnikach, trawnikach miejsc zamieszkania nie może być żadnych śmieci, w tym psich odchodów.

Obraża to moje odczucia estetyczne. Nie zgadzam się , żeby trawniki były zasrane, żeby zakazywać dzieciom wchodzenia na trawę z powodu zalegania psich kup.

Polakowi duma nie pozwala zgiąć karku i usunąć z ziemi odchody swojego psa, żeby korona nie spadła mu prosto w istotę tematu.

Nie zohydzajmy naszego pięknego kraju „brudnymi” trawnikami. Oderwijmy etykietkę „ Polaka brudasa”, zadbajmy o nasze środowisko.

Gdzie spojrzeć, psie odchody i tak jest na każdym trawniku, nawet najbardziej zadbanym. Nie zgadzam się też, żeby ustawiać kosze na psie odchody, jak niektórzy tłumaczą swoje nie sprzątanie. Wystarczy dokładnie zapakować do torebki foliowej lub papierowej i wrzucić do kontenera na śmieci, tam gdzie wrzuca się też pampersy.

Są osobne kosze na pieluchy jednorazowe?

Niektórzy będą podnosić lament, że przecież w kontenerach grzebią bezdomni.

To jest kontener na śmieci, nie wrzucajmy w takim razie do kontenera rzeczy w poszukiwaniu, których grzebią zbieracze np. puszki po piwie, złom. Na odzież, szkło, papier i plastik są dodatkowe pojemniki. To jest takie proste i oczywiste. Nie potrzeba do tego instrukcji. Koniec z gapieniem się w niebo, przeglądaniem komórki czy ciągnięciem psa, bo właśnie ktoś nadchodzi. Wstydzić powinien się ten kto zostawia nieczystości.

****

Dlaczego bezdomne koty trzeba dokarmiać

Tam gdzie bytują koty żadne gryzonie nie założą gniazda dla swojego potomstwa. Wyniosą się w miejsca nie pachnące kotami np. pod kamienice, bloki, których lokatorzy przeganiają koty. To „dzięki” temu grasują tam myszy i szczury. Właśnie dlatego koty trzeba dokarmiać, żeby zostały w bliskości naszych domów zamiast podążać za świeżym mięskiem w obce miejsca. Pamiętaj! Nasze koty mają chronić przed gryzoniami nasze domy. Szczury są zbyt inteligentne, żeby nabrać się na trutki. Koty są pożyteczne! Musimy wreszcie to zrozumieć!

Kot jest zwierzęciem domowym. Udomowili go nasi pradziadowie, dlatego jesteśmy za nie odpowiedzialni. Kiedyś były zwierzętami dzikimi, żyjącymi w lasach i było to ok. 7 tys. lat temu. Od tamtej pory zwierzęta te coraz śmielej zbliżały się do człowieka, a że my niczego nie robimy bezinteresownie nasi przodkowie wykorzystali tego drapieżnika w ochronie swoich zapasów żywności zagrożonych przez gryzonie. Dzisiaj zdaniem wielu kot jest zbędny – wystarczy  wyłożyć trutkę na gryzonie bez potrzeby karmienia i sprzątania po kotach. Myślę, że jeśli nie powstrzymamy tępienia kotów, w przyszłości będziemy tego gorzko żałować.

****

Jak widać na załączonym obrazku.

W naszej pracy wolontariackiej możemy niekiedy usłyszeć, że koty roznoszą choroby, pchły, są parchate, zostawiają odchody itp. – Koty są niezwykle czystymi istotami. 

Bezdomne zapadają częściej, niż kanapowi szczęściarze, na choroby niebezpieczne dla swojego gatunku. Człowiek nie musi się obawiać.

Koty roznoszą pchły – pchły nie pasożytują na ludzkiej skórze, są utrapieniem zwierząt futerkowych, a parchaty kot to taki, który jest uczulony na pasożyty zewnętrzne. Wygląda odarty z futerka, ponieważ świąd skóry dokucza tak bardzo, że kot wylizuje futerko wgryzając się w miejsca bardzo swędzące.

Są ludzie uczuleni na sierść kotów, objawia się to  kichaniem, katarem – tak jak uczulenie innymi alergenami. Daje się we znaki w bezpośrednim kontakcie z sierścią kotów , a nie z wysokości II piętra.

Koty są brudne, brudzą – jeśli będą miały dostęp, w pomieszczeniu zamkniętym, do kuwety to nie  załatwią się na podłodze. Pamiętać należy, że kiedy kot ma do dyspozycji ograniczoną powierzchnię do załatwienia się (kuwetę), to należy ją sprzątać bo z brudnej kuwety kot może drugi raz nie skorzystać. Jeśli może wychodzić na zewnątrz za swoją potrzebą, to zapewniam, że kot wykopie sobie dołek, a po potrzebie dokładnie zakopie. W odróżnieniu od psów, które załatwiając się na trawniku wymagają posprzątania „tego” przez swoich właścicieli. Jak wiecie przeważnie mamy to w d…. Gapimy się w niebo albo korzystamy wymuszenie z komórki właśnie wtedy, kiedy nasz piesio wali kupę.

Koty roznoszą choroby – bezdomne koty nie są w stanie poradzić sobie z wieloma chorobami i dlatego rozumny człowiek powinien im w tym pomóc. Tym, którym żal każdej żywej istoty wymagającej pomocy powinni, nie bacząc na śmiechy, żarty, wyzwiska sąsiadów – pomagać im. Ludzie bezdomni też przenoszą choroby, są brudni, śmierdzą, ale nie chcą pomocy i robią to na własne życzenie, świadomie.

A czy my, domowe czyściochy, nie przenosimy chorób, nie jesteśmy brudasami?

Większość z nas ma w domu wodę, toaletę, a w domu brud, odchody na podłodze, że dech zatyka – proszę zobaczyć zdjęcia z interwencji przy ul. Dąbrówki w dziale Interwencje/Psy.

– Ludzie przenoszą wszy. Umiemy sobie z tym radzić, w aptece jest mnóstwo preparatów na te pasożyty. Kot nie pójdzie sam do weterynarza, człowiek musi mu w tym pomóc.

– A co z myciem rąk, czy nie przenosimy chorób? Częsty to obrazek, kiedy w piekarni sprzedawczyni przelicza pieniądze, a potem tymi samymi rękami, nie osłaniając ich rękawicami, podaje chleb. Albo lizanie palca przy kasie w markecie chcąc wyliczyć banknoty lub rozkładając sklejoną foliową torbę.

Koty wchodzą na samochody i drapią je. – Koty drapią powierzchnie chropowate, takie jak drewno, ścierając sobie pazurki. Wylegują się na autach, ponieważ wyżej jest bezpieczniej dla nich. Samochodów jest coraz więcej i każdy posiadacz chce mieć go jak najbliżej swojego okna. Nikomu nie przychodzi do głowy, żeby osłonić je pokrowcami lub wstawić do garażu.

Po trawnikach nie mogą chodzić dzieci, żeby nie wdeptywać w psie kupy, a bezdomne koty trzeba wypędzić z miasta bo drapią samochody.

 Przyjrzyjmy się sobie! Potem zwalajmy wszystkie nieszczęścia i brudy na koty lub spójrzmy na nie pokorniej!

****

Przepraszam, że żyję

„Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę” – tak brzmi Art.1 Ustawy o Ochronie Zwierząt (Dz. U. Nr 106, poz. 1002).

Czytając ten tekst nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Ustawodawca potraktował tę kwestię nieco zbyt ogólnikowo. Zwierzęta bowiem odczuwają również Miłość i wynikające z niej przywiązanie do człowieka, ale czy człowiek na to uczucie zasługuje to już inna kwestia… Zbliżają się wakacje i znowu na drogach będą wyrzucane psy, znowu media będą donosić o przywiązanych do leśnych drzew czworonogach – skazanych na powolną śmierć z głodu i pragnienia! Znowu w miejskich zaułkach pojawią się przerażone koty szukające swoich opiekunów! One kochają i nie robią sobie wakacji od uczucia, tak jak człowiek, który ponoć jest istotą rozumną, odpowiedzialną, zdolną do uczuć wyższych. Niestety coraz częściej zdarza mi się w to wątpić i to nie tylko w wakacje. Wątpię w to kiedy słyszę, że znowu gdzieś ktoś zaatakował siekierą psiaka, otruł kota, bo mu działce wykopał dziurę w grządce. Wątpię w to kiedy widzę  oczy porzuconego czworonoga w Schronisku, błagające o przygarnięcie, o opiekę i odrobinę uczucia od nas – ludzi, którzy ponoć jesteśmy wrażliwi, uczuciowi, chcący pomagać – a najczęściej udajemy, że tych wiernych, kochających oczu nie widzimy. Dawno temu, kiedy byłam z dziećmi na wycieczce w naszym Schronisku, zobaczyłam wlepione we mnie błagalne oczy małej, czarnej suczki Sonii. Miała zapalenie spojówek i po kosmatej mordce spływały jej łzy. Maleńka, zwinięta w kłębuszek przy kracie, mimo listopadowego chłodu czekała, aż ktoś zajrzy w jej ślepka. Zajrzałam w nie wtedy i zobaczyłam – „Przepraszam, że żyję” – i już wzroku od niej nie oderwałam prze niemal 20 lat! Porzucono ją bo była szczenna, więc po co kłopot – lepiej wyrzucić i szukać nowego przyjaciela, a jak mu się coś przytrafi to przecież zawsze można wyrzucić i wziąć kolejnego… Sonia trafiła do mojej rodziny, i jakkolwiek w moim domu zawsze był jakiś pies, najczęściej rasowy, to jednak przywiązanie, wdzięczność za miłość i opiekę tego kundelka, nie można porównać z żadnym z nich. Dzisiaj Sonii już nie ma, umarła dwa lata temu, ale nadal jest z nami jej córka. Do dzisiaj zastanawiam się jednak, czy ten człowiek, który kiedyś wyrzucił Sonię spał spokojnie? Czy nie dręczyło go sumienie? Czy nie zastanawiał się, co stało się z jego przyjacielem, którego tak łatwo się pozbył? Ile zostało w nas człowieczeństwa, że pozbywamy się bez litości i żalu tak bezbronnej istoty, jaką jest pies czy kot? Ile zostało w nas człowieczeństwa, że skazujemy tę kochającą nas istotę na głód, pragnienie i poniewierkę? Ile zostało w nas człowieczeństwa, że nie obchodzi nas przerażenie tej istoty, która nagle zostaje zdana sama na siebie w tym wrogim dla niej świecie? Wiele pytań, nieprawdaż? Ale porzucony zwierzak nie może na nie odpowiedzieć, nie może osądzić, nie wie dlaczego nagle przestało być kochane? Może tylko popatrzeć ludzkiemu oprawcy w oczy i tym spojrzeniem do niego przemówić – „Przepraszam, że żyję”

Pamięci Sonii!

****

Dlaczego akurat ze schroniska?

Moim zdaniem wybór jest oczywisty. Jeżeli zamierzamy nabyć zwierzę czystej rasy, po znanych rodzicach ? ?z papierami? to wtedy powinniśmy się rozejrzeć za odpowiednią hodowlą (ale nie pseudohodowlą…) Taką, gdzie wszystkie urodzone koty mają rodowody. Rodowód to nie jest puste hasło, to nie świstek papieru – to Twoja gwarancja na to, że kociak jest danej rasy, ma czystych rasowo rodziców i w sensie fizycznym dokładnie wiadomo co z niego wyrośnie. Wyrobienie rodowodu to dla hodowcy wydatek jedynie 30 PLN ale… hodowla i rozród muszą spełniać wymagane warunki. Nie daj się nabrać na różnego rodzaju tłumaczenia, że to ?okazja? lub wystąpiły problemy natury ?formalnej? z uzyskaniem rodowodu i dlatego kociak zamiast kilku tysięcy kosztuje kilkaset czy kilkadziesiąt złotych. Jeżeli miot jest rejestrowany to rodowód otrzymują wszystkie kociaki. Także gdy są ostatnie z miotu albo nie trzymają doskonałego standardu rasy, (czyli nie będą odnosiły sukcesów na wystawach). Jeśli trafisz na hodowlę, w której proponuje Ci się kociaka z papierami i bez, to również jest nie w porządku. Koszt rodowodu to około 30 zł. Jeśli różnica jest większa – próbują Cię oszukać. Takie zachowanie powinno się zgłosić do związku!

Istnieje także olbrzymi rynek pseudohodowców, którzy rozmnażają bez wyobraźni lub dla doraźnego zysku kocie ?kundelki?, których populacja i tak jest trudna do opanowania w naturze. Kupując u nich popierasz ten proceder. W ten sposób maleją szanse zwierząt, które już przyszły na świat –  szanse na życie, na znalezienie domu, na uniknięcie okrutnych cierpień. Gdyby tylko wszyscy potencjalni nabywcy zdawali sobie z tego sprawę to takie pseudohodowle nie miałyby racji bytu, a zwierzęta, które już przyszły na świat miałyby znacznie większe szanse na znalezienie właścicieli. Tymczasem na skutek złych warunków i braku opiekunów umierają masowo w schroniskach lub na ulicy.

Jeżeli nie zamierzasz zainwestować konkretnych pieniędzy na zakup kociego przyjaciela to schronisko wydaje się być idealnym miejscem ?zaopatrzenia?. 

Pomyśl:

  • masz większy wybór. Nie musisz ograniczać się do jednego miotu. Zwykle w schronisku spotkasz kociaki o różnym wyglądzie i charakterze. Nie masz co prawda pewności ?co z nich wyrośnie? ale nie masz jej także kupując kocięta bez rodowodu.
  • najczęściej ratujesz kociakowi w ten sposób życie. Czy masz świadomość jakie to jest uczucie ? 
  • oszczędzasz pieniądze. W schroniskach istnieje co prawda zwyczaj przyjmowania niewielkiego dobrowolnego datku na pozostające w nim zwierzęta, ale jest to zwykle symboliczna kwota.
  • możesz się zdecydować na kota dorosłego. Z dorosłym kotem można się naprawdę fantastycznie dogadać, on przede wszystkim o wiele więcej rozumie! Nie jest już tak postrzelony, łatwiej dostosować mu się do wymagań domowych. Nie skacze po meblach i nie psoci jak przeciętny kociak do ukończenia pierwszego roku życia. Jest może nawet bardziej wdzięczny od malucha gdyż zdaje sobie sprawę, z jakiego piekła jest zabierany. Poza tym nie ma obawy ?co z niego wyrośnie? bo już to właśnie wyrosło. Pamiętaj też, że to małe, puchate bardzo szybko rośnie i za trzy, cztery miesiące będzie już wyglądało jak większość dorosłych kotów w schronisku! Tymczasem obserwując dorosłego kota można określić czy jest spokojny czy raczej lubi ruch…czy lubi się przytulać, czy toleruje dzieci, czy lubi się z dziećmi bawić, czy toleruje inne zwierzęta… W domowych warunkach kot żyje od 13 do 20 lat. Kot dwuletni jest odpowiednikiem osoby koło dwudziestki. Sześć lat u kota to trzydzieści parę lat u człowieka. Dopiero mając osiem lat kot odpowiada osobie w ?średnim wieku?
  • jeżeli nie znajdziesz zwierzaka w typie określonej rasy lub takiego, który Ci po prostu nie przypadnie do serca możesz odwiedzić schronisko za jakiś czas lub zostawić numer telefonu, aby Cię zawiadomiono kiedy pojawią się nowe zwierzęta.
  • decyzja o adopcji to sprawa poważna ? kot nie jest rzeczą; on myśli i czuje. Adopcja powinna być przemyślana. Jeżeli jednak życie sprawi, że będziesz musiał się pozbyć zwierzaka to ileż łatwiej zniesie to Twoje sumienie gdy oddasz go tam skąd go zabrałeś. W ten sposób jego pobyt u Ciebie będzie po prostu przez pewien czas ?zastępczym domem? kota.
(na motywach zaczerpniętych z witryny www.adoptusie.schronisko.net)
Skopiowane z schronisko.radom.pl 

*

Szanowni Państwo!
W czasie przedświątecznych zakupów, wykonując swoje obowiązki statutowe, kontrolowałem większość marketów, w których prowadzono sprzedaż żywego karpia. Moje interwencje wprowadzały nerwowość, nie tylko personelu, ale również niektórych klientów. Moje argumenty nie docierały do ich szarych komórek. Dlatego zanim zasiądziemy do wigilijnego stołu, zanim podzielimy się opłatkiem, pragnę zaprosić Państwa na chwilkę refleksji. Jak nakazuje tradycja, wśród 12 wigilijnych potraw, pewne miejsce mają ryby, przyrządzane na różne sposoby. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie handlowano żywymi karpiami. Sprzedający, jak i kupujący nie martwią się zbytnio w jakim stanie przyniosą karpie do domu. Jeśli jeszcze żyją, to  pływają dzień lub dwa w wannie – ku uciesze dzieci, ograniczając mocno w tym okresie higienę osobistą domowników. Najgorsze jeszcze przed nami, gdy głowa rodziny podejmuje decyzję uśmiercenia ryby. Często w obecności dzieci, pan i władca próbuje pozbawić rybę życia. Ostatni obrazek z życia karpia to twarz jego oprawcy. Nie umiem odpowiedzieć sobie na pytanie, czy i jak smakuje umęczona przed śmiercią ryba? Nie znam też odpowiedzi na pytanie, dlaczego jako jedyne zwierzę jest sprzedawane do konsumpcji żywe? Żyjemy w XXI wieku, czas skończyć z tym pogańskim rytuałem, którego nie piętnują – nie wiadomo dlaczego – władze kościoła. Zakon franciszkański również nabrał wody w usta, jakby zapominając o swoim wielkim patronie z Asyżu. Zastanawiam się, czego mam życzyć tym ludziom, którzy w zaciszu swych domostw, w okrutny sposób uśmiercają karpie? – Chyba tylko smacznego! Powyższa publikacja jest moją osobistą refleksją, więc całą odpowiedzialność biorę na siebie. Chętnych zapraszam do dyskusji. Jednocześnie, zanim wyjdzie ustawa o zakazie sprzedaży żywego karpia, będziemy apelować do handlowców o wycofaniu się ze sprzedaży żywych ryb. Na pewno nie stracą na tym klientów, raczej zyskają w cywilizowanym świecie.
                                                                                                                                                   Z poważaniem
                                                                                                                                               Edward Jabłkowski